Cóż jakby tu zacząć, żeby nie przynudzać... ?
A zresztą nie ma na to czasu. Ciągle jestem zafiksowana na jednym-schudnąć, umrzeć, albo żyć.
Ciągle się walczy o to cholerne życie, ale po co ? Mało z niego jest, a jednak czasem coś się zdarzy "cudownego".
Nie mam przyjaciół, PRWADZIWYCH PRZYJACIÓŁ, a nie jakiś udawanych, bo takich mam w dupie jak oni mnie.
Jedyną moją przyjaciółką jest od paru lat Ana. Ach ta moja ukochana przyjaciółka, która powoli mnie zabija.... Marzenie każdej przeciętnej dziewczyny, by być chudą, zgrabną i atrakcyjną jak te piękne dziewczyny na okładkach światowych magazynów, ale to nie o to chodzi.
Każdy chce kochać siebie, nie ? No właśnie jak widać noe każdy i JA jestem tego żywym dowodem. Głodując-karzę się, a za co ? Za mój obrzydliwy sekret, którego nikt nigdy nie pozna...
Matka pozbyła się mnie z domu, bo wiadomo jak jej przeszkadzałam stałymi dietami, petami i dymem po fajkach, wymiotami, ćwiczeniami... Ale czy to moja wina, że po prostu siebie nienawidzę ?
Zawsze zajmowałam się rodziną, "rodzice" (jeśli tak można ich nazwać) traktowali mnie bardziej jak przyjaciółkę i terapeutkę, a to czy ze mną się coś działo olewali przez jakiś czas. Kariera zawodowa i ich chory związek liczył się bardziej ode mnie i mojej siostry, która na dodatek też mnie nie znosi.
Ludzie nie widzą jak to nienawidzić siebie i być nienawidzionym. Traktują mnie jak wariatkę no i co z tego ?
Myślą, że może jak mnie na leczenie skierują na oddział to może to coś da ? Kilka lat nic nie dawało, to czemu teraz miało by coś dać ?
Lekarze to kretyni. Są kompletnie nie doinformowani o tej "chorbie".
Ja po prostu lubię gdy widać mi kości. Kiedy mogę je widzieć, dotknąć, poczuć...
Moja waga jest poniżej normy i chcę by tak zostało....
>.>
OdpowiedzUsuń